sobota, 1 września 2012

Wrzesień...

Zleciał ostatni tydzień sierpnia. Mamy wrzesień i niewątpliwie widać o po drzewach i czuć w powietrzu. Wożąc dzieciaki do przedszkola widziałam, że już niektórzy robią wykopki. Za chwilę nadejdzie złota jesień a po niej zima na którą czeka moja córcia.

Z frontu życia codziennego: Wercia po 10 dniach zakraplania oczu roztoworem 0,5% atropiny , po dwukrotnym komputerowym badaniu nadal nie ma okularów. Okazuje się, że odrobinę uciekające urok, to raczej "uroda" rodziny męża. Wada wychodzi na tyle mała na to oczko, że pani doktor musi się skonsultować i zbadać Werkę 15 października kolejny raz .

Janek w środę umówiony do otolaryngologa. Chcemy zrobić rozeznanie czy to trzeci migdał czy zwyczajnie jakiś "bunt" gardła przed klimatyzacją. Latem po 4 godzinach podróży samochodem kaszlał niemiłosiernie. Tak było zawsze gdy podróżowaliśmy z klimą. Pomijam fakt, że w naszym dwuletnim autku klima jest sprawdzana. W moim czteroletnim też co roku wymieniam filtry itd. tak więc kwestia grzybów i brudnej , starej klimy nie wchodzi w grę. Zauważyliśmy, że śpi z otwartą buzią i chrapie. Co do infekcji, to na cały rok żłobkowo-przedszkolny antybiotyk był 2razy. Raz przy migdałach, potem angina . Niby większość katarów, kaszli letnich wyleczyłam apteczno-domowymi sposobami, ale trwało to długaśnie. No i zobaczymy co powie w  środę otolaryngolog.

Z domowych tematów: ostatnio wśród stomatologów, ortodontów i zapewne techników stomatologicznych pojawił się ciekawy temat. Na pewnym portalu umieszczono zdjęcia Anny Przybylskiej. Ja zauważyłam te "licóweczki" lub korony pełnoceramiczne od razu. Mąż wieczorem uśmiał się, że mam odchylenia od normy i z racji jego fachu, pasji i domowych dyskusji gapię się ludziom na zęby. Jednak z obserwacji podwórkowo-klinicznych rzuciło się w oczy, że pani Ani, ktoś spaprał robotę. Robotę za którą zapewne zapłaciła  "parę groszy". Licówki  ( bo na oko moje a nie jestem stomatologiem) są wielkie, zbyt białe. Jakieś mało "naturalne", może też wchodzi w grę to, że tam przydałoby się lekka poprawa ortodontyczna. Trudno na sucho gdybać. W każdym bądź razie jej licówki od jedynek do trójek górne są koszmarnie sztuczne. Biją za każdym razem nienaturalna bielą po oczach. Nawet parząc na czwórki widać różnicę. No i dół, który też się odznacza. Czasem zły fachowiec narobi zamieszania :)  Jako "tylko żona fachowca" widzę już takie "anomalie", więc mogę sobie wyobrazić skąd ten temat na forach stomatologicznych i po przeczytanych postach się w sumie nie dziwię. Reklamy to pani Ania danej klinice,  tymi licówkami zapewne nie zrobiła. Pozwoliłam sobie pokazać jak przy wymagającej pacjentce, która w Polsce była tylko 6 tygodni, bez wcześniejszego leczenia ortodontycznego ( a takie pomogłoby skorygować zgryz i wyciągnąć trójkę, która siedzi w dziąśle) wyglądają lepiej zrobione licówki. Gdzie były brane pod uwagę wskazówki pacjentki o chęci posiadania "hollywodzkiego uśmiechu". Krótki czas pobytu w Polsce i to, że efekt miał być olśniewający ale nie groteskowy. Czasem młode pacjentki same chcą by  lekko wystylizować licówki na "stare" zęby a nie na zwykłą kłapakę. To tak z racji moich zainteresowań w kierunku ładnych zębów. Tutaj licówek było więcej jest góra 8 i dół 8. Od jedynek do czwórek, góra i dół. Na moje oko efekt jest estetyczny, ale nie groteskowy.
To już wspomniane "cuda" jak dla niektórych:


A to inne cuda zrobione dla pewnej pani zza oceanu:








A ten przykład pokazuje, że jedynki też są dość spore ( szerokie) i nie jest przykładem, gdzie można pałać z zachwytu, bo mamy lepsze. Jednak na warunki krótkiego pobytu, brak wcześniejszego ortodontycznego leczenia i  tzw. panie doktorze proszę szybko i ładnie. Efekt końcowy nie bije po oczach. Jest bardziej naturalny. Dobra to tyle z cyklu moich obserwacji zębologicznych.


Pierwszy tydzień października postanowiliśmy po burzliwych dyskusjach gdzie i kiedy spędzić nad morzem.  O tak wrześniowy zagraniczny urlop z racji pobytu mojego prywatnego zębologa, ojca moich dzieci w Berlinie i Poznaniu musiał być przełożony na październik. W październiku ja mam kilka wizyt: ortodonta, depilacja ipl-em ... Został 1 tydzień i postanowiliśmy wspólnie, że padanie na Krynicę Morską. Rezerwacja poczyniona, modły o pogodę trwają. Dzieci pooddychają świeżym powietrzem, my bez zgiełku, ogromu turystów się zrelaksujemy. Atrakcje zaplanowane: jest Malbork, stadnina koni ( a to najważniejsze, bo Werka pewnie nie odpuści), quady, plaża 200m od naszego lokum, mini zoo itp. Na wypadek braku pogody jest wyjście awaryjne: trójmiasto, baseny, knajpki i oczywiście kalosze, peleryny i plaża. Nasza szarańcza uwielbia zabawy w deszczu. Pod domem mamy zrobione własnoręcznie przesz szarańcze oczko. Z czego? Ze starej wanny :) Jednak plus tkwi w tym, że jak rybki i żabki chcą mieć czysto, to Werka wylewa wodę i myje wannę cifem ;)  O tak dzieci to niezwykle zaskakujące istoty.

Obiadowo: białe kluski, żołądki z pieczarkami i ogórki kiszone własnej roboty.
Popołudniowo: grill u kuzynki męża i zapewne siatkówka :) Siatkówka to już nasz punkt stały pobytu u nich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz