Wizyta z Janem u otolaryngologa też na +. Przesympatyczna pani doktor, dobre podejście do dziecka. Nawiązana relacja zaowocowała rozdziawieniem buźki i stwierdzeniem, że jeszcze nie pora na wywalanie trzeciego migdała. Są syropki, wskazania a samo chrapanie itd w tym wieku nie kwalifikuje dziecka do zabiegu. Mam się nie martwić, obserwować, aplikować a kiedyś, jeśli zajdzie potrzeba wywalimy drania. Póki co drań jest w stanie zrobić dla Jasia wiele dobrego, bo wytwarza przeciwciała, które są potrzebne.
Czwartek zaowocował spotkaniem z koleżanką na kawie i nasze wywody odnośnie trendu na eko. Pozwolę sobie zauważyć, że nawet wśród osób blogujących można zauważyć pewne trendy. Są na topie ekokomsetyki, ekożarełko, ekotkaniny ,ekozabawki itd. Ja, my i nasza rodzina zawsze szukamy złotego środka. Chociaż wiem z opinii w rodzinie, że czasem miewam hopla. Otóż miewam, bo mam na uwadze dobro i stan zdrowia swoich dzieciaków :)
O ile nie fiksuję się jeśli chodzi o kosmetyki ( używam i tych zwyklaków drogeryjnych, marketowskich i bardziej "ekologicznych"). Nie fiksuję się jeśli chodzi o tkaniny, recykling itd. Dlaczego? Bo kupuję, to co mi się podoba , w czym dobrze się będzie chodziło dzieciakom i w czym od czasu do czasu będą mogły się pokazać publicznie na wielkie wyjście. Śmieciusie segregujemy w kategorii: szkło białe, kolorowe, plastik, aluminium itp. No, ale żebym ze skrzynki po wodach minerlanych i worka po kawie robiła pufę ( tvn-owski trend) nie no! Bez przesady. Są gusta i guściki i tego się trzymam. Z racji chemicznego wykształcenia czasem unikam dyskusji co i jak, dlaczego, po co, na co jaki skład, jakie działanie, a niemożliwe, a co ty , tak by nas okłamywali?? O tak - pytań setki. Dlatego, że każdy ma prawo wyboru. Każdy decyduje sam o sobie. Ja tylko mogę się wypowiedzieć, ale nikomu nic nie narzucam.
Uśmiałyśmy się, że pewna pani X skarży się, że jej dziecko choruje, ma alergie wszelkiej maści itp. No, ale jak dzieciątko ma być zdrowe skoro pani X od początku wychowuje dziecko w sterylnych warunkach. Na placu zabaw wyciera mu z 20 razy ręce nasączonymi chusteczkami, do teściów wozi swoje sztućce by dziecko miało "zdezynfekowane" no i szereg absurdalnych zachowań, które dla mamy są normą. Po czym koleżanka pyta się mnie a jak moje dzieci? Przecież Wercia chodzi 3 rok do przedszkola. Janek chodził do żłobka, teraz przedszkole??? No jak? Normalnie - odpowiadam. No to pyta co podaję, na co szczepiłam itd. Szczepiłam normalnie :) na to co trzeba. Bez wymysłów, kampanii reklamowych ( mąż mnie uprzedził, obiektywni znajomi lekarze też). Dzieci wychowywały się trochę z kurkami, indykami, pieskami. Trochę w bloku, mieście. Normalnie. Każdą sztukę karmiłam mlekiem z cyca 2 miesiące :) Tak prawie 4,5kg i 5kg stworki potrzebowały papu :) Byłam i jestem na tyle szczęściarą, że dziadek dba o nas. Mamy dostawy mięska z wiejskich kurek , pasących się na zielonej trawce. Kaczuszki i gąski ( tak znienawidzone przez to, że tłuste) kwestia rasy, sposobu hodowania a odorbina tłuszczu jeszcze nie zaszkodziłą nikomu. Eko jajka. Prosiaczkowe mięsko hodowane na zbożu, ziemniaczkach aż żal potem przerabiać na kiełbaskę z zielonym oczkiem ( bez chemii stąd oczko po wędzeniu). Pomidorki, papryczki i inne warzywka , które nie rosną np przy trasie na Warszawę, a na kieleckiej mniej skażonej ziemi , w które gospodarz wkłada serce i pracę. Tak to niewątpliwie zalety posiadania dziadka na wsi. Mam też szczęście, ża mąż jadąc na tydzień na targi stomatologiczne i sympozujm naukowe w wolnych chwilach zabiera wędki, kolegę i łowią w podpoznańskiej wsi ryby. Czasem nad Czarna Nidą coś złapiemy na sppining. No, ale, ale. Jednak kupuję też w normalnych sklepach, gdzie jak każdy wie ( niektórzy mniej wtajemniczeni to tym lepiej) żarcie ocieka chemią, nawozami, hormonami! Niestety znalezienie złotego środka jest czymś, co pozwala czuć się dobrze moim dzieciom i funkcjonować w normie. To właśnie odrobina o tego czym dla mnie jest "wypośrodkowanie". No dobra- pyta koleżanka. To co robisz, albo raczej ile siedzisz u męża w klinice z zębami dzieci? Pada śmiech na pół kawiarni. Z zębami wcale. Siedzimy dla zabawy. Dla wytargania kolejnych naklejek, pobawienia się na placu zabawa w poczekalni. Na plotkach, na czekaniu na tatusia i na uroczystościach: dniu dziecka, świętach itd. No co Ty? Niemożliwe. Możliwe. No to o co chodzi? A ja mówię, że chyba o to, że moje dzieci były krótko karmione mlekiem. O to, że w nocy nie piły mleka. O to, że nie piły na noc gęstych owocowywch soków tylko słabe herbatki bez cukru lub wodę :) Zaśmiała się i stwierdziła, że to jednak niemozliwe. Więc kończąc temat mówię, że to zasługa tatusiowych genów. Bo sama nie wiem co :)
Wracając do tematu eko. My się nie fiksujemy rodzinnie. Wszystko jest dla ludzi tylko w odpowiednich ilościach. Z resztą czasem wiem z różnych profesjonalnych źródeł, że szukamy tej chemii, trucizn itd w tym w czym one są prawie od zawsze a nie dostrzegamy w tym, w czym nie powinny być, a szkodzą o wiele bardziej. To tyle, bo mogłabym epopeję napisać.
Swoją droga każdy z nas ma różne babciowe, mamusiowe receptury z natury. Przepisy na coś lepszego, dobrego bez ulepszaczy. Czasem trzeba zaufać zmysłom. Tylko kochani, nie tak jak w tej reklamie odświeżacza, gdzie tłuką się spoceni bokserzy, w śmierdzącym pokoju a testujący z zawiązanymi oczami czują zapach polinezyjskich kwiatów. Czasem trzeba podjąć męską decyzję, że oczy nie będą jadły, tylko nos pragnie poczuć zapach np. szarej renety, świeżych truskawek, malin nagrzanych w sierpniowym słońcu... Przypomnieć sobie smaki i zapachy dzieciństwa i wiedzieć, że to co wygląda "smakowicie" nie zawsze takie jest.
Z tytułu chemii, kosmetyków i tego co ostatnio zużyłam i co lubi. Pozwolę sobie na ciąg dalszy wywodów.
Suchy szampon Batiste. Mam ich kilka. Lubię chyba najbardziej. Używam obecnie szamponu suchego Isana. Jednak ten ma w sobie więcej talku i na moich ciemnych włosach wyczesywanie jest bardziej czasochłonne. Latem są jak najbardziej ok dla mnie.
Kapsułki zakupione w sklepie zielarskim. Fajna sprawa. Oleista formuła powodowała, że stosowałam na noc co 2 dzień i skórze to zdecydowanie się spodobało.
Masło do ciała, które zużywałam głownie na nogi. Moje przesuszone kolana i łokcie. Jakiegoś szału nie było, ale nawilżenie i zapach akceptowalny. Teraz używam balsamu Oxedermil z 10% mocznikiem i efekt nawilżenia zdecydowanie jest lepszy.
To już oliwkowy żel do ciała był i dobrze, że się skończył. Szału jak na ekstrakt z oliwek nie było i lepszym od niego, był najzwyklejszy olejek Isana na zdjęciu poniżej.
Trio: Isana olejek bardzo fajna sprawa do kąpieli.
peeling z Joanny : w ścieraniu +szczotka był ok.
Isana żel do kąpieli - morze kwiatów. No może morza tam nie czuć było, ale do mycia zużyłam.
Peeling do mycia buziola. Niezły. Nie spowodował żadnego podrażnienia, nieźle złuszczał, ale jak dla mnie trochę za słabo. Nie odczuwałam po nim wielkiego ściągnięcia skóry i był przyzwoity.
A to już maska kolagenowa z drobinkami złota. Dzisiaj mam zamiar ją nałożyć wieczorem. Tydzien temu taką samą nałożyłam i efekty po zdjęciu całkiem, całkiem fajne.
Roll-on nawilżający pod oczy Vichy. Nie piecze mnie tak jak ostatni, którego używałam chyba z Garniera. Fajnie nawilża, szybko się wchłania. Chyba jednak nawilżenie to zbyt mało i mam zamiar zakupić coś , co jeszcze delikatnie rozjaśni moje cienie pod oczami i minimalnie wygładzi pierwsze zmarszczki :) Śmiem stwierdzić, że jednak reklama jest potęgą marketingu i sprzedaży. Skład hahaha pozostawiam bez komentarza. Powiedzmy, że jest odwrotnie proporcjonalny do ceny :) Mądry Polak po fakcie ( bo szkody mi nie zrobił).
RapidLash odżywka, serum do rzęs, brwi. To produkt, którego używam dobre 2 miesiące. Nawet małżon zauważył, że rzęsy mam bardziej "cacaniutkie" ( jak to mówi). No, ale on ma sokoli wzrok z racji profesji. Czasem odstawiam, zapominam na kilka dni i nie widzę by rzęsy bardziej wypadały po dostawieniu. Nie uczula mnie, nie piecze. Kusi mnie, by po niej spróbować tej drugiej bardzo podobnej. No cena tylko chyba tej drugiej razy dwa :) Stąd zakupiłam najpierw tańszą wersję.
Mój wczorajszy obiad: filecik z soli, surówka z kiszonej kapusty i kalafiorek.
Poranne śniadanie mojej szarańczy: sklepowa feta, wiejskie jajca, nasz ogórek, dziadkowy pomidor i sos włoski na oliwie z pestek winogron.
A to już dzisiejszy obiad: kasza jęczmienna, sałatka : feta, pomidor, oliwa , przyprawy, dorsz pieczony i nasze ogórasy kiszone.
Miłego weekendu :)
od niedawna mam te rybki z dermogal -a i też je bardzo lubie faktycznie lepiej co pare dni stosowac :))
OdpowiedzUsuńu mnie już ostatnie dni Walentynkowego Konkursu - Serdecznie Zapraszam :))
mybeautyjoy.blogspot.co.uk/2014/02/walentynkowy-konkurs-rozdanie.html